Informacja

Informacja
Informacja

sobota, 2 marca 2013

List na marzec


Cześć Niepokalanej!

Drodzy Rycerze

         „Józefie, synu Dawidów nie bój się przyjąć Maryi” (Mt 1, 20). Kiedy Józef „będąc sprawiedliwym” nie rozumiał drogi, którą prowadził go Bóg, chciał się wycofać. Boża myśl wyprzedza ludzki rozum, dlatego potrzeba mu towarzyszki, która pokrzepi go w trudach i pozwoli mu spojrzeć na szczęśliwy finisz tej „gonitwy”. Wiara tchnie wolnością, co nie boi się chwytać wyzwań na pozór nieracjonalnych, ale czy właśnie to nie jest paradoksem, którym posługuje się Bóg, by podkreślić, że jest od nas tak bardzo różny?

        Gdy Józef zobaczył brzemienną Maryję, natychmiast stanęła przy nim jego własna udręka, pchająca go ku zwątpieniu. Bóg pozwolił, by znalazł się w tych „ruchomych piaskach” tylko po to, by podać mu rękę i udowodnić, że bez Niego w niczym nie może czuć się pewnie. Ile razy śmiało kroczymy do momentu, kiedy świat staje na głowie i tracimy grunt pod stopami. Rozum bez wiary gubi się i wyjście z labiryntu przeróżnych zdarzeń staje się niemożliwe. Jednak wiara, mimo tego, że świat wyciska z nas pot i łzy, każe chodzić z podniesioną głową, którą trzeba sięgać nieba, bo tylko tam jesteśmy niewidoczni dla wrogów. Święty Józef pokrzepiony przez Anioła zerwał z przygnębieniem i na przekór wszystkiemu wziął Maryję do siebie. A miłość choć nierozumiana, lecz przyjęta, potrafi się odwdzięczyć. Nie zostawia duszy w bezczynności, bo upodabnia ją do siebie, czyli podrywa ją do działania. To Józef miał nadać przepowiedziane imię Dziecięciu (Mt 1, 25) i prowadzić Je zgodnie z ustawami prawa. I tu kolejny paradoks. Ten, który jest Prawem, sam staje się sługą. Ten, który jest Stworzycielem, przyjmuje naturę stworzenia. Ten, który jest Wolnością, staje się banitą.

           Bóg mówi do świata językiem, którego on nie rozumie, dlatego potrzebuje tłumacza. A któż potrafi to zrobić lepiej niż miłość, która ma cierpliwość do rozkojarzonych słuchaczy i ciągle im przypomina, że wszystko przetrzyma, bo wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję (1 Kor 13, 4-7). Józef zostawiając swoje wątpliwości zyskał pewność, że jest na właściwym miejscu. Każdego ranka wyczytywał to z oczu Niepokalanej. Duszy tak pięknej, że Jej jeden uśmiech wynagradzał trudy życiowej tułaczki, nocne ucieczki i twardy chleb codzienności, który Ona zamieniała w najbardziej wykwintną ucztę. Swoją Niepokalanością przypomina, że niegdyś nie było w nas rozdźwięku pomiędzy tym co ludzkie a tym co Boże. Dlatego im bardziej się do Niej zbliżamy, zaczynamy swobodnie oddychać nieznaną dotąd atmosferą harmonii, gdzie namiętności nie rozrywają już koryta rzeki, a wrodzona słabość nie zabija. Ale czy to znaczy, że to już koniec? Że dotarliśmy do ideału i możemy spocząć na laurach? Nie. Dopiero teraz zaczyna się walka o szczęśliwą wieczność dla ludzi, z którymi złączył nas czas. Jak? Oręż jest prosty, ale przez to najbardziej skuteczny: modlitwy, ofiary i najlepsze z możliwych wykonywanie obowiązków stanu.

W Niepokalanej Współrycerz


sobota, 2 lutego 2013

List na luty 2013

Cześć Niepokalanej!

Drodzy Rycerze,

    „Smaczny i trwały owoc rodzi się w zimnej i twardej ziemi” − stwierdza św. Jan od Krzyża. Zimowa aura mrozi krajobraz, który musi znieść ten skostniały uścisk, zacierający w pamięci letnią swobodę. Na polach plony są jeszcze ukryte, dopóki rytm przyrody nie wyznaczy czasu zbiorów. Podobnie dusza rzucona w zawieruchę codzienności musi przetrwać momenty próby i zniechęcenia, które skutecznie cofają z drogi doskonałości tych, którzy działają z zacisza domowego fotela.
     Jeremiasz poucza, że jeśli męczysz się biegnąc z pieszymi, to jakże pójdziesz w zawody z jeźdźcami (Jer 12, 5). Bo przecież bieg trwa, dopóki sędzia nie przerwie czasu i nie wskaże zwycięzcy. A wśród dobrych zawodników można udoskonalić technikę i ścigać się w szlachetnej gonitwie o chwałę Bożą. Święci od wieków pociągają za sobą zastępy uczniów, którzy poznając ich drogi odkrywają i swoje własne, wiodące do tego samego celu, czyli Bożego Serca.
     To tak jak z górską wędrówką. Gdy widać szczyt trasa wydaje się prosta. Ale z perspektywy szlaku często zaciera się malowniczość wierzchołków, bo wzrok uderza o głazy przeciwności i trudno nie stracić równowagi przy stromych podejściach do właściwych wyborów. Wędrówka ta ma taką naturę, że niejednokrotnie szarpie człowiecze struny smutku i wraz z Dawidem każe pytać dlaczego tak się dzieje? (Ps 42, 5) Błogosławiony Henryk Suzo doświadczył tego wiele razy, aż w modlitwie dostał odpowiedź, że wszystko po to, by znaleźć krzyż, jedyny most między niebem a ziemią. Odtąd już wyraźnie słyszał wołanie ukrzyżowanego Zbawiciela „pogrąż się w moich cierpieniach, a wtedy pozbędziesz się wszystkich swoich”.
     Jednak kto ośmieliłby się stanąć choćby u bram Getsemani, gdyby nie wierzył, że spotka tam Tą, która podtrzyma grzesznika w największej trwodze − Niepokalaną. Święty Maksymilian stwierdza, że mając Ją nie można się potępić. Bo Ona zna tylko jedną drogę, którą prowadzi człowieka do miejsca jego przeznaczenia, czyli Królestwa Niebieskiego. Jednak i tu nie obejdzie się bez walki. Przeciwnik jest dobrze uzbrojony w przeróżne lęki i pokusy, którymi niczym siecią, próbuje skrępować budzącą się ufność w Boże miłosierdzie. Dlatego i Stwórca wystawia do boju Królową, która gromi wszelkie podstępy nieprzyjaciela i bezpiecznie wyprowadza spod ognia wielu utrapień.
   Święty Bernard poucza, że Bóg nie patrzy na przeszłość człowieka, dlatego „tysiąc grzechów śmiertelnych odpuszcza równie szybko jak jeden”. Kocha nas – powie św. Jan od Krzyża – abyśmy Jego kochali tą samą miłością, którą nam okazuje. Błogosławiony Henryk Suzo tłumaczy, że kochający – chociaż ciągle mu odmawiają − nie zraża się, dopóki nie zdobędzie upragnionego przedmiotu swojej miłości. Bo temu kto naprawdę kocha Boga – dopowiada św. Teresa od Jezusa – nic nie może zaszkodzić. Wytrwa, albowiem energia w znoszeniu doświadczeń pozwala Bogu rozpoznać mężnych, którzy będą mogli pić Jego kielich i pomagać Mu nosić krzyż, zanim złoży w nich wielkie skarby, którymi będą się cieszyli przez wieczność.
W Niepokalanej Współrycerz

środa, 2 stycznia 2013

List na styczeń 2013



Cześć Niepokalanej!

Drodzy Rycerze!

„Kiedyż miłość oślepiła kogoś bardziej niż to Dziecię?” – mówi bł. Suzo. Wszystkie słowa świata nie dosięgną tajemnicy Boga-człowieka, porzucającego chwałę nieba, by przytulić trud odkupienia ludzkości. Czy kiedykolwiek miłość dała większy dowód swojego oddania się ludziom, niż przychodząc uboga i naga na świat? Wybrała noc, która gasi fałszywe blaski „wielkich spraw”, przypominających syreni śpiew wabiący nierozsądnych żeglarzy rzucających się w ich martwe ramiona. Noc ucisza kroki zabieganych dni, dlatego nawet szept może w niej wybrzmieć swobodnie. Słowo Przedwieczne, zbudziło ludzi z mroków smutku i goryczy, którymi okrył ich grzech. Samo przywdziało ubóstwo i cichość składając w nich swoje upodobanie.  Chciało być noszone w spracowanych ramionach Józefa i tulone w czystości Maryi, by tak objawić się światu i wszystkich pociągnąć ku Sobie. 

Każde miłujące serce prędzej czy później musi trafić do źródła które dało mu byt. Może być blisko jak ci, którzy pilnowali swoich trzód, zawsze gotowi by spełniać wolę Bożą. Lub jak trzej królowie gubić drogę, znajdować fałszywe obietnice Heroda, upadać, a jednak wstawać, byleby tylko iść naprzód. Właśnie na takich szlakach szczególnie blisko jest Niepokalana, która niczym betlejemska gwiazda, dodaje nadziei każdej zziębniętej duszy pragnącej znaleźć i kochać swojego Stwórcę. Bo „miłość upodabnia kochającego do kochanego” − woła św. Jan od Krzyża. A kochany, który więcej posiada, pragnie też więcej dać. Jak prorok Eliasz posłany do wdowy w Sarepcie, ofiaruje jej niewyczerpane źródło oliwy, tak Boskie Dziecię niesie ze sobą skarb odkupienia, by złożyć go w stęsknione, skute grzechem dusze.

Jednak powiew wolności może przyjąć tylko serce wolne. Z tej to przyczyny Sara zażądała, by jej mąż Abraham oddalił niewolnicę i jej syna, gdyż nie może być dziedzicem syn niewolnicy z synem wolnej (św. Jan od Krzyża). I nam trzeba takiej śmiałej decyzji, by zostawić Agar dla Sary, bo „dla Boga nikt nie jest ani za stary ani za młody” − przekonuje bł. Henryk Suzo − byleby tylko miał odwagę nie oglądać się wstecz i pójść za Nim. Dlatego „z radością może porzucić to, co kochał ten, kto większą znalazł miłość” (bł. Suzo).

Boża Dziecina oddała się w ręce Niepokalanej. W tym jednym geście zamknęła tajemnicę miłości Stwórcy do stworzenia, które chciało Go kochać. A prawdziwa miłość niczego nie zatrzymuje dla siebie, dlatego Maryja „spogląda na cały świat, na każdego z ludzi, w tajniki serc i zna myśli i pragnienia każdego z nas. Patrzy w serce by spostrzec każdy objaw miłości, każdy choć najmniejszy ruch gorliwości, by móc za to obsypać łaskami i zabrać do siebie po śmierci” (św. Maksymilian).
 
W Niepokalanej Współrycerz

Nowi rycerze

Z wielką radością informujemy, że w czasie rekolekcji adwentowych we Wrocławiu, Łodzi i Olsztynie oraz rekolekcji montfortańskich w Warszawie do MI zostało przyjętych 34 nowych rycerzy. Gratulujemy i łączymy naszą modlitwę w ich intencji.

Sekretariat MI

sobota, 1 grudnia 2012

List na grudzień 2012

Cześć Niepokalanej!
Drodzy Rycerze!
„Słowa ludzkie nie są w stanie opowiedzieć, kim jest Ta, co stała się prawdziwą Matką Boga. Sama z siebie jest wprawdzie tylko stworzeniem, ale z Boga jest istotą tak wzniosłą, że trzeba by pojąć kim jest Bóg, by zrozumieć kim jest Boża Matka” (św. Maksymilian). Tajemnica, która otacza Niepokalaną nazywa Ją Bramą niebios i Uzdrowieniem chorych. Jednak jest również Domem, gdzie ludzka nędza znajduje nadzieję i gdzie odpoczywa sam Bóg. Stworzyciel dał Jej serce matki, więc to Serce, niczym spragniona Rachel, woła: „Daj mi dzieci, inaczej umrę”. Miłość (czyli Syn Boży), jest zbyt czuła, by nie słyszeć tego głosu. Dlatego, niejako wyrwana z nieba, skłania się ku Tej, w której złożyła te same pragnienia, by teraz razem mogły głosić ludzkości, że „dawne rzeczy przeminęły” i że nadszedł już czas żeby wszystko nowym czynić.
W tym „miejscu miłosierdzia”, którym jest Niepokalana, grzesznik zostaje pojednany z Bogiem. Bo Ona posiada władzę nad sprawiedliwością, domagającą się spłaty długu zaciągniętego przez nieprawość. Maryja ukrywa przed Bożymi wyrokami tych, co się do Niej uciekają, jakby mówiła: „Tu są tylko moje dzieci, nie ma tu tych, których szukacie”. Ona nie boi się ruszyć po grzesznika nawet pod samo piekło, a na mocy prawa matki toczy o niego walkę, „więc śpieszy chociaż nie wzywana tam, gdzie najwięcej nędzy w duszach. Owszem, im bardziej dusza zeszpeciła się grzechem, tym bardziej w niej okazuje się miłosierdzie Boże, którego uosobieniem jest właśnie Niepokalana. (…) bo jeśli tylko Ona wejdzie do duszy chociaż nędznej jeszcze, spodlonej grzechami i nałogami, nie dozwoli duszy zginąć, ale wnet wyprasza jej łaskę światła dla rozumu i siły dla woli by się opamiętała i powstała (…) i chociaż godność Macierzyństwa Bożego stanowiła główną rację wszystkich Jej przywilejów, to jednak pierwszą łaską jaką otrzymała od Boga, to Jej Niepokalane poczęcie, wolność od wszelkiej zmazy, nawet pierworodnego grzechu od pierwszej chwili istnienia” (św. Maksymilian).
Głębokość Jej Serca wprawia w podziw aniołów i urzeka samego Boga, który z Maryi uczynił skarbiec łask zgubionych przez rozbitą grzechem ludzką naturę. Niepokalana jak zwierciadło odbija nasz pierwotny, nieskażony obraz. Jednak, aby odpocząć w harmonii tego widoku, trzeba zostawić siebie i przyjść do Niej. Maryja wie, że Jej Serce jest drogą do Serca Jej Syna, w którym bije źródło życia i świętości, dlatego woła i prosi, byśmy dali sobie pomóc, powierzając Jej swoją nieudolność, kłopoty i wszystkie sprawy, które bez Niej toczą się w niewłaściwym kierunku. A jak Rebeka przygotowała Jakuba do objęcia dziedzictwa, tak samo Ona troszczy się o to, by Jej dzieci objęły w posiadanie Królestwo Niebieskie. A my „nigdy nie pokochamy Niepokalanej tak, jak Ona na to zasługuje, jak nam dał przykład sam Pan Jezus. Dlatego nie kładźmy granic w miłości ku Niej” (św. Maksymilian).
w Niepokalanej,
Współrycerz

czwartek, 1 listopada 2012

List na listopad 2012

Cześć Niepokalanej!

Drodzy Rycerze!

     „Jak krótkie jest życie, jak szybko upływa czas! Sprzedajmy je (…), i to tak drogo jak to tylko możliwe” (św. Maksymilian). „Szalone” słowa wyrywane z duszy świętego, każą nam przekraczać granice doczesnych spraw i zadbać o niebieskie „interesy”. Sprzedać, oznacza osiągnąć zysk, a sprzedać drogo i okazyjnie, to już podwójny zysk. Szczególnie wtedy, gdy stawką jest życie rozpięte pomiędzy dwoma biegunami. Na ziemi zamyka nas ono w formach i obrazach. Jednak po śmierci nabiera nowego wymiaru, którego „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”. Święci to przeczuwali, dlatego nie wahali się zamieniać ziemski pył na niebieskie złoto.

Wśród wielkich, olśniewających dróg, którymi dane im było kroczyć, wiją się również te zwyczajne, małe. Jednak na żadnej z nich nie brakowało „talentów” na przeprawę do Królestwa Niebieskiego. Wierność obowiązkom, miłość bliźniego i pragnienie podobania się Bogu to urodzajna gleba, na której kiełkowało ich „szaleństwo”. Owocem jest odwaga, dojrzewająca w słowach: „musimy sami dążyć do świętości, bo żadne łaski i modlitwy nam nie pomogą, jeśli nasza własna wola nie będzie się starać” (św. Maksymilian). Co to oznacza? Niełatwą pracę. Ciągłe przełamywanie się bardzo boli. Towarzystwo upadłej natury męczy. A marzenia o pałacu duszy, rozbijają się o rzeczywistość nędznej chaty. Jednak święci nie boją się wykrzyczeć: „Prędzej urośniemy w dzielność i cnotę zapatrując się na Boga niż ciągle tylko trzymając oczy utkwione w tym mule ziemskim” (św. Teresa od Jezusa). Są gotowi poddać się łasce, która pragnie wyrwać ich serca z ziemskich ograniczeń i pokazać im niebiańskie szlaki, gdzie wreszcie mogą swobodnie odetchnąć. A czystość tych przestworzy któż chciałby zamienić na morowe powietrze?

        Póki żyjemy pod płaszczem czasu, jeszcze nic nie jest stracone. Decyzje podjęte dziś, odbijają się echem w wieczności, która będzie taka, jaką sobie „wymalujemy”. Prawda, miłość i krzyż to jedna paleta, z której nabierając barw możemy wypełniać płótno własnej duszy. Fałsz, egoizm i tzw. przyjemności, to druga, z której również można czerpać do woli. Jednak jeśli dzieło ma być dobre, potrzebuje mistrza wyznaczającego mu cel i pilnującego nieudolnych robotników, by nie popsuli końcowego efektu. I tu natychmiast pojawia się Niepokalana, która pragnie „wszystko wdzięcznie urządzić”, by obraz podobał się Temu, dla którego powstaje – Bogu. Sekret powodzenia pracy robotników, którymi wszyscy jesteśmy, tkwi w usilnym nasłuchiwaniu Jej rad i wskazówek, które zdolne jest odebrać tylko serce Jej oddane.

         „Przygotowaniem na śmierć jest tylko życie (…), a kiedy mniej czujesz światła i siły wtedy więcej ufaj” (św. Maksymilian). Zaufanie Maryi we wszystkich sprawach nawraca nasze myśli na właściwe tory, bo „z Niepokalanowa”, nawet z ciężkim i nieporęcznym bagażem doświadczeń, bezpiecznie rusza się do wieczności. Tylko z Nią można porwać się na słowa: „Im więcej cierpienia tym lepiej, bo po śmierci nie można już cierpieć – krótki jest czas by udowodnić miłość, a tylko raz żyjemy” (św. Maksymilian).

W Niepokalanej Współrycerz